Ten o dzieciach i Iä! Iä! Cthulhu fhtagn!

Felietony / OPUBLIKOWANE W

Pewnego pięknego dnia dwie młode Badaczki otrzymały zlecenie na sprawdzenie doniesień o dziwnych sytuacjach związanym z domem, który niegdyś należał do niejakiego pana Corbitta. Tak właśnie zaczęła się trwająca już ponad dwadzieścia sesji kampania, w której ośmiolatka (no, zaraz dziewięciolatka!) i jej trzynastoletnia kuzynka weszły na dobre w świat Zewu Cthulhu. Czy nie są za młode na zabawę z Mitami? Na testy na poczytalność, na spotykanie się z potwornościami wymykającymi się ludzkiemu umysłowi?  Na walkę, na rany, na strach, ucieczkę, na mierzenie się z tym, co czai się w mroku? Odpowiedź brzmi, oczywiście moim zdaniem: „To zależy”. Zastanawiając się nad tym, czy i jak grać z dzieciakami w Cthulhu, odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań.

Po pierwsze, czy te dzieci lubią się bać?

Cthulhu to opowieść grozy, nie ma co do tego wątpliwości. Jeśli Wasi potencjalni Badacze i Badaczki lubią opowieści z dreszczykiem, mają frajdę z oglądania co straszniejszych filmów i na Halloween czekają już od pierwszego listopada – super, gramy. Jeśli jednak wolą raczej bezstresowe przygody, w których heroiczne rycerki i piękni szlachcice walczą ze sprytnymi goblinami – super, zagrajmy w coś fantastycznego. Nic na siłę, dzieciaki (dorośli zresztą też) są na różnych poziomach rozwoju i mają też różne potrzeby i oczekiwania względem erpegów. Może jeszcze zdążysz je postraszyć, a może będziecie już zawsze grali w nie-horrory. Też fajnie. Jeśli jednak się uprzesz i opiszesz czterolatkowi rozbebeszone zwłoki kultysty, który jest powoli pożerany przez bezimienne okropieństwo, składające się z oczu, zębów i odnóży, istnieje niezerowa szansa, że będzie to Twoja ostatnia sesja z tym dzieckiem. No i że warto by się przejść do psychiatry przed odwiedzinami pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Po drugie, co by powiedział Scooby-Doo?

Skoro już ustaliliśmy, że dzieciaki, z którymi chcesz zagrać, lubią gęsią skórkę, to teraz zastanówmy się, jak to zrobić tak, żeby po sesji z Tobą nie przestały. Z mojego własnego podwórka mogę podpowiedzieć, że sporo scenariuszy da się „złagodzić” tak, żeby były akceptowalne podczas prowadzenia dzieciom. Oczywiście, niektóre wymagają więcej pracy, a inne musielibyście tak przerobić, że już chyba łatwiej stworzyć nowe. Kiedy ja myślę nad scenariuszem Cthulhu dla dzieci, zawsze zadaję sobie pytanie „Czy ten wątek, postać, zdarzenie, wypowiedź, mogłyby się pojawić w animowanym serialu Scooby-Doo?”. Wiem, to wygląda mało profesjonalnie, ale ma trochę sensu. Bajka jest dopuszczona do pokazywania dzieciom (chociaż powstała w 1969-1970, to można by założyć na spokojnie PEGI-7. PEGI-3 zakłada brak jakichkolwiek form przemocy i straszących,

PEGI 7: W tej kategorii powinny znaleźć się gry, które zawierają dźwięki lub sceny mogące przerazić młodsze dzieci. W grach ze znakiem PEGI 7 dopuszczalne są bardzo łagodne formy przemocy (niedosłowne, nieprzedstawione szczegółowo, nierealistyczne).

Po trzecie, czy używasz adekwatnych środków?

Dość łatwo jest przestraszyć dziesięciolatkę krwawym opisem zarzynanego niemowlęcia w okrutnym rytuale wypełnianym przez jego rodziców dla przedwiecznego Boga-Pająka. Gwarantuję też, że taką scenę owa dziesięciolatka będzie przeżywać przez wiele lat i w wielu gabinetach psychoterapeutycznych. To jednak tylko przykład związany z samym straszeniem. Jeśli jednak się nad tym chwilę zastanowisz, może okazać się, że należy dostosować wszystkie elementy przekazu podczas sesji – zaczynając od… języka. Nieeuklidesowa geometria? A czy dziesięciolatka wie, co oznacza „euklidesowa geometria”? Wyemancypowane sufrażystki? Super, o ile o tym ma być sesja i ma stanowić element edukacyjny. Jeśli jednak Twój opis NPC-ki kończy się na tym, że jest wyemancypowaną sufrażystką, to… niedobrze. To samo tyczy się innych elementów wiedzy nabytej – czy Boston jest daleko od Nowgo Jorku? Kim był Winston Churchill? Co oznacza „przewrót majowy”? Wiele z tych elementów, choć oczywiste dla Twoich dorosłych graczy, u dzieciaków wprowadzą zamęt w głowie.

Po czwarte, czy bawi to wszystkich przy stole?

No dobrze, udało się już zagrać pierwszą sesję. Dzieci przeżyły, nie oszalały, nie musiały też mierzyć się ze swoją osobistą niewiedzą. A czy bawiły się dobrze? Czy chcą zagrać kolejny raz? Jeśli nie, to… trudno. Spróbuj innego systemu, innego settingu. Może Twoi mali gracze marzą o przebijaniu się przez podziemne lochy i pokonywaniu smoków. A może chcą być księżniczkami, które rozmawiają ze zwierzętami. Też może być fajnie. Jeśli jednak okazuje się, że Zew Cthulhu był strzałem w dziesiątkę – to jesteś już w połowie drogi do sukcesu. Na koniec warto bowiem sobie zadać jeszcze jedno ważne, ale to zakultyście ważne pytanie – a czy Tobie ta gra sprawiła frajdę? Jeśli tak, to bomba, jedziecie dalej. Jeśli nie, to zapewne też jedziecie dalej, ale długo tak nie pociągniecie. Wypalisz się, a jakość Waszej wspólnej zabawy będzie w dłuższej perspektywie spadać. Nie martw się, nie jesteś przez to gorszą osobą. Możesz poszukać innej Strażniczki Tajemnic, pograć razem w Cthulhową planszówkę (jesteśmy zachwyceni z moją dziewięciolatką grą Horror w Arkham 3 edycja – polecam!), albo porobić coś zupełnie innego.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, dajcie znać, mogę w następnych wpisach wrzucić na przykład ograne z dzieciakami scenariusze albo rozwinąć temat. Może macie też własne przemyślenia związane ze strasznym graniem z młodszymi Badaczami?

Dodaj komentarz